„450 stron” – Patrycja Gryciuk

Chyba każdy mól książkowy miał taki moment, gdy bardzo chciał wiedzieć jak powstają książki. Jak to jest, gdy pojedyncze słowa zaczynają tworzyć opowieść. Gdy bohaterowie zaczynają żyć własnym życiem, historia nabiera pędu, a Ty wiesz, że to Twoja zasługa. Właśnie o tym można się dowiedzieć czytając „450 stron”. Dowiadujemy się nie tylko o tym jak przebiega proces twórczy ze strony autora, ale także wydawnictwa. To istna gratka nie tylko dla moli książkowych, ale także osób, które kiedyś chciałyby pisać.

Autorka dotyka kilku istotnych tematów. Opisuje blaski i cienie bycia pisarzem, to jak trudno jest się wybić spośród ogromnej masy ludzi piszących. Obecnie na sukces autora tylko w pewnym stopniu wpływa jego twórczość. Dzisiaj trzeba się umieć wypromować, pokazywać, istnieć w Internecie. Fani chcą wiedzieć jak najwięcej o swoich idolach. Drugą dosyć istotną sprawą jest związek między osobami w różnym wieku.

Niemal każde zdanie czytałam z ogromną przyjemnością, wczytywałam się w każdy kolejny akapit, w piękne i bardzo obrazowe opisy, we wspaniałą zabawę słowem, która z pewnością jest sporym atutem tej powieści. Widać, że autorka dba nie tylko o treść, ale i o formę jej podania.

Generalnie mogłabym podlinkować te opinie i już nic nie dopisywać – w całości się z nimi zgadzam. Z drugiej strony, nie byłabym sobą, gdybym czegoś od siebie jednak nie dodała ??

Czym jest książką „450 stron”? To powieść z pogranicza romansu i kryminału. W sumie ciężko zaklasyfikować jednoznacznie. Intrygujący pomysł „książki w książce” a właściwie dwóch książek w jednej. Główna bohaterka jest pisarką i jakby tego było mało jeden z bohaterów drugoplanowych również. Dwie książki, dwóch nie znających się autorów i… jedna fabuła. Ponad to, po mieście grasuje psychopata mordujący ludzi w sposób żywcem wyjęty z powieści. Brzmi intrygująco..? :)

Autorka uchyla nam rąbka tajemnicy o pracy pisarza i robi to bardzo zgrabnie. Opisuje pasję tworzenia i towarzyszące jej emocje. Mierzy się także z całym procesem wydawania książki, co dla mnie, jako czytelnika jest niesłychanie ciekawe.

Książka ma ciekawą konstrukcję – fragment kryminału z opisem zabójstwa przeplata się z opisem rzeczywistości – oględzinami miejsca zbrodni bądź śledztwem. Ciekawy i bardzo korzystny zabieg.

A główna bohaterka? Z Wiktorią mam trochę problem. Jest Polką po rozwodzie z Francuzem ale na stałe mieszka w Stanach i od czasów wydania, z ogromnym sukcesem swojej książki, śni swój american dream. Już na samym początku książki spotyka mężczyznę idealnego i czytelnik od razu wie, że wątek romansu będzie solidnie rozbudowany.

Uwaga! Dygresja!

Jeśli miałabym się czegoś czepić, to właśnie tej idealnej miłości – w zasadzie nie spotykanej w normalnym życiu. Ale, ale! Przede wszystkim trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie: po co czytamy książki? Na czym nam zależy? Jeśli na rzeczywistym opisie to owszem, takie osoby się zawiodą. Ja czytam dla rozrywki. Mam świadomość, że w prawdziwym życiu, szanse na spotkanie i zakochanie z wzajemnością w bosko przystojnym, mega romantycznym i opiekuńczym aktorem nie wchodzą w grę bądź graniczą z cudem, ale czytając nie przeszkadza mi to. Gdybym czepiała się takich rzeczy, nigdy nie wyszłabym z kina zadowolona, a półkę „literatura kobieca” omijałabym szerokim łukiem ??

„450 stron” ma w sobie to coś, co wciąga i ciekawi. Wynotowałam masę cytatów, bo w książkę i w głowę Wiktorii, wtłoczone są bardzo bystre spostrzeżenia dotyczące otaczającego nas świata. Bardzo przemówił do mnie cytat opisujący kim w dzisiejszych czasach staje się poczytny pisarz, oraz wyjątkowo trafne i zupełnie nie infantylne uwagi o miłości, o której podobno napisano już wszystko. Pięknie została ujęta mądrość Jacquesa, słynne: „żyjesz czy tylko oddychasz” albo „sprawdź czy przy tobie trwa, czy przy tobie jest”.

Ta książka inspiruje do ciekawych dyskusji o życiu a przy okazji wymyka się schematom dzięki mieszanej formie – nie romans, choć są jego elementy, nie kryminał, choć trup ściele się gęsto, nie powieść obyczajowa choć znajdziemy jej elementy. To bardzo przyjemny misz-masz. „450 stron” to typowy kobiecy kryminał i jeśli podejdzie się do niej z takim nastawieniem, spodoba się na pewno.

Po „Żelaznych damach” to przemiła i relaksująca odmiana. Przez chwilę miałam prawdziwy dylemat – puzzle czy książka? Na szczęście puzzle mogłam łączyć z rozmową z mężem, a czytanie już nie bardzo, więc ułożyłam puzzle rozmawiając z mężem a książkę czytałam, kiedy poszedł spać ?? ot i rozwiązanie idealne ??

Uwaga! Dygresja!

Polecam odpalić sobie do czytania Brayana Adamsa ?? nie przepadałam za nim, ale po „450 stronach” nabrał dla mnie nowego znaczenia

Jak zawsze w przypadku Czwartej Strony, niebywałym plusem jest okładka i wydanie – bardzo wygodnie się czyta, czcionka nie męczy oczu. Tak tylko chciałam wspomnieć, bo zwracam na to uwagę i rzuca się w oczy