50 twarzy Zdzicha

Przeczytałam ostatnio bardzo krótki ale bardzo treściwy artykuł – Dlaczego „50 Twarzy Greya” bije rekordy popularności wśród kobiet, a faceci są znudzeni?”.

Dał do myślenia.

Jego kwintesencja to kilka ostatnich zdań – UWAGA SPOILER!!!

Dziewczyny marzą po tym filmie o facecie męskim, inteligentnym, odważnym, pachnącym, romantycznym, kulturalnym, dowcipnym, hojnym, czystym, z dystansem do siebie i taktownym (kolejność dowolna).

Może być z brzuszkiem i za niski, ale żeby potrafił słuchać, przyniósł kwiaty bez powodu, czasami zaprosił na kolację we dwoje, przytargał zakupy z samochodu, był po prostu przyjacielem, wspierał w odchudzaniu, szaleństwie hormonów i zajmowaniu się dzieckiem i domem.

Założymy wtedy figlarną bieliznę, wypniemy pupkę do erotycznego klapsa i zrobimy lodzika.

Tymczasem nasz Zdzichu ma 50 twarzy, ale chyba żadnej nie lubimy.

Oglądałam film, czytałam książkę. O książce zdanie znacie, o filmie miałam pisać, ale jakoś się temat „rozmył”. Może jeszcze napiszę, ale tym czasem chciałam podnieść inną kwestię. Głębszą rzekłabym.

Otóż, czytając książkę czy oglądając film (czasem obie opcje – co kto woli) prawdziwym motorem i wyznacznikiem tego czy nas wciągnie czy nie, nie jest sama historia. Ba! Nie jest to nawet styl w jakim jest napisana książka czy nagrany film. Chodzi głównie o nasze z nim skojarzenie. O stopień w jakim dotyka naszych wyobrażeń, w jakim rekompensuje braki w życiu. Wreszcie o to, o czym marzymy a czego mieć mimo ogromnej chęci mieć nie możemy.

Każdy zarzuca chętnie oglądanym czy czytanym – szczególnie przez kobiety – love story. Bo to takie tendencjonalne. Bo tam idealni kolesie – zawsze przystojni, zawsze na czasie, zawsze spełnienie marzeń. A to się w życiu nie zdarza. Podnoszą, cholera, poprzeczkę.

Śpieszę jednak donieść drodzy panowie, że kobieta czytając/oglądając takiego gościa nie myśli : „o Boże, ten i tylko ten”. Nie! Kobieta raczej myśli „heh, żeby tyn mój Zdzichu jakąś pościelówę włączył, świeczkę zapalił, o moją wygodę zadbał”. I to nie jest tak, że jak tak zrobicie raz czy drugi, to ta kobieta już będzie wymagała tego na zawsze. Tylko trzeba się wykazać kreatywnością, chociaż raz na jakiś czas.

Bez obaw – zostanie docenione.

Mam wrażenie, że od kobiety wymaga się, by w domu był porządek, gorący pyszny obiad, by chodziła do pracy, by miała nieskazitelne ciało, była zadbana, w dobrych, seksownych ciuchach i miała zawsze ochotę kiedy Wy macie. A wpadło Wam do głowy, że to nie robot? Gdzie jest rycerskość? Gdzie odrobina chociaż staroświeckości (Ty nie dźwigaj, ja to wezmę)? Boże jak ja za tym tęsknię! Kiedyś nieznajomy facet Ci zakupy pomógł zanieść, dziś Cię pod marketem opieprzy ze za wolno je tachasz i wjechać nie może.

Inna sprawa – jak się jakiś kulturalny egzemplarz trafi i kobiecie pomoże i ona cała w skowronkach, że to nie wymarło, że jeszcze można, że jeszcze istnieją stare dobre rycerskie maniery, to się Zdzichu obraża. No bo jak ona obcym chłopem się zachwycać może? No jak? Jak ona Zdzichowi ślubowała, to prawie jak zdrada! I niech ten lowelas się odwali od niej bo w papę!

A wystarczyłoby też drzwi przed nią otworzyć, wspólne zakupy zaproponować, uśmiechnąć się, zażartować… Boli?

Całość cytowanego artykułu tutaj.

Chyba trzeba zmienić nazwę bloga, bo raczej on „lajfstajlowy” niż zaczytany…