„Awaria małżeńska” – N.Socha i M.Witkiewicz

Zanim zatopię się w kolejnej lekturze i zabiorę swoje cztery litery na tydzień do Londynu, muszę napisać kilka słów o „Awarii małżeńskiej” . Już dawno o niej słyszałam, a kiedy udało mi się ją zdobyć praktycznie natychmiast zasiadłam do lektury.

– Temperaturę mierzyłeś?
– Tak – westchnął. – Mam gorączkę. Trzydzieści sześć i dziewięć.
Ewelina westchnęła. Wiedziała nie od dziś, że mężczyzna nie choruje – on walczy o życie. Zwłaszcza z taką temperaturą

O czym jest „Awaria małżeńska”? Dwie przypadkowe kobiety ulegają wypadkowi, w którym to jedna łamie rękę, druga nogę. Obie kobiety są żonami i matkami i obie nie wyobrażają sobie, jak miałoby się toczyć życie rodzinne bez nich. Jednak lekarze są nieubłagani: co najmniej dwa tygodnie spędzą w szpitalu. Pech chce, że wypadek zdarzył się akurat w przede dniu pierwszego dnia szkoły. Tragedia! Mężowie na pewno sobie nie poradzą!

Kobiety bowiem mają cudowną zdolność samobiczowania się oraz fundowania sobie życia osoby pokrzywdzonej przez los. Nawet nie mając ku temu żadnych powodów. Przez lata gromadzą więc w zakamarkach swojej pamięci wspomnienia chwil, w których poczuły się nieszczęśliwe, i pielęgnują te myśli staranniej niż ogrodnik swoje kwiaty. Swój mózg zatruwają drobiazgami, nad którymi żaden facet nie zastanawiałby się nawet przez sekundę. W 2004 roku on podarował jej o jedną różę mniej niż w 2003, rok później zapomniał o rocznicy pierwszego pocałunku, a kiedy prosiła, by na śniadanie przyniósł jej rogalik z kruszonką… po prostu zapomniał.

No właśnie! Chciałabym tutaj poruszyć pewną kwestię. „Awaria małżeńska” może się wydać infantylna, oczywista i mało odkrywcza ale tak naprawdę, to nazywa rzeczy po imieniu. Która z nas nie wyręcza męża we wszystkim bo wie lepiej, zrobi szybciej i w ogóle bez niej kula ziemska przestanie się obracać? Przyznawać się! Pewnie zgłoszą się te, które mężów nie mają ?? o dzieciach nie wspominając :)

Powiem tak: może sam temat nie jest odkrywczy ale warto przeczytać czasem tak oczywistego że aż kole w oczy, po to, by w krzywym zwierciadle zobaczyć samego siebie i móc skorygować. Może jestem w błędzie, ale ja w tej książce widzę drugie dno. Pamiętacie „Maminsynka” Nataszy Sochy? Tam też tak było. Niby wszystko przerysowane ale tylko do czasu, kiedy się głębiej nie zastanowić.

Poza wszystkim, „Awaria małżeńska” jest niesamowicie zabawna! Moment kiedy mąż kupuje w Ikei szafkę i wykłóca się o jej kolor – bezbłędny! A moment nauki niemieckiego – padłam! Czasem faktycznie zdarzenia są zbyt oczywiste, ale nie przedłuża to jakoś szczególnie czytania ani nie wnerwia, więc wybaczam ??

Innymi słowy – to lekka i przyjemna lektura. Nie zmieni naszego życia, ale przeczytać warto. A może właśnie zmieni? Albo chociaż zainspiruje do przemyślenia pewnych zachowań?

Noo i moi mili – ocena na LubimyCzytać.pl aż 8!! Czy mam coś jeszcze do dodania? Po prostu ze swojej strony serdecznie polecam