„Bóg nigdy nie mruga” – Regina Brett

„To wybór,a nie przypadek, decyduje o twoim przeznaczeniu. Sam musisz zdecydować, ile jesteś wart, jaką odgrywasz rolę w świecie i w jaki sposób nadajesz mu sens. Nikt inny nie dysponuje tym, co ty – twoim zestawem talentów, pomysłów, zainteresowań. Jesteś oryginalnym egzemplarzem. Arcydziełem.”

Dawno już nie czytałam żadnego poradnika, a do tego gatunku zaliczyć można książkę „Bóg nigdy nie mruga”. Zawiera ona 50 lekcji, czy też rozdziałów, określonych w podtytule jako „50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu”. I właściwie na tym można by opis książki zakończyć :). Regina Brett sypie mądrościami niczym Paulo Coelho i nie jest to ironia – faktycznie tak jest. Stwierdzenia które tam padają, są bardzo, bardzo życiowe, właściwie każdy znajdzie coś dla siebie i to niekoniecznie przeżywając trudne chwile w życiu.

Możesz porównywać się z ludźmi, którzy cię przewyższają, i narzekać, bądź też z ludźmi, których przerastasz, i się tym chełpić – albo skupić się na mężczyźnie lub kobiecie w lustrze i z wdzięcznością wypełniać zadanie powierzone właśnie jemu lub jej.

Książkę czyta się jednym tchem. Nie wciąga jak powieść bo nią nie jest, ale ma to „coś” co nie pozwala jej, ot tak, odłożyć. Przeczytałam ją w jeden dzień dosłownie. No dobra, w dwa wieczory ;). Pełno tutaj historii innych osób i samej autorki. Jedne są bardziej pozytywne inne mniej, ale przecież takie właśnie jest życie.
Jak widać, nie szczędziłam fiszek, bo i zaznaczać było co. Sporo tam prostych, życiowych mądrości. Na prawdę życiowych. I na tyle uniwersalnych, że każdy znajdzie coś dla siebie – jedni więcej, inni mniej.

Kilka moich ulubionych cytatów:

Nie ważne co ci się przytrafia, ważne jak to wykorzystasz.

Pokaż całemu światu, jakim jesteś cudem. Ściemniaj, dopóki go nie przekonasz. Wszyscy ściemniamy.

Ci, którzy stoją na początku i na końcu drogi, bawią się najlepiej. Mają w nosie, co myślą inni. Są albo za młodzi żeby wiedzieć, że powinni się tym przejmować, albo za starzy, żeby ich to obchodziło.

Po co być normalnym? To łatwiejsze. Ale nie daje tyle radości co alternatywa.

(…) nikt, kto ma przyjaciół, nie jest nieudacznikiem.

Jedną z moich ulubionych lekcji jest: „Lekcja 26. Każdą tak zwaną katastrofę kwituj słowami: czy za pięć lat to będzie miało jakieś znaczenie?” Pokazuje ona, że często wyolbrzymiamy problemy sami przed sobą i rozdrabniamy się nad rzeczami, które tak na prawdę nie powinny nas w ogóle obejść. Takie proste, można powiedzieć banalne, a ile osób tak robi…

Wstrząsnęła mną lekcja 35. gdzie autorka opowiada o przebytym raku piersi. A właściwie to jak pisze: „Mogę ćwiczyć, biegać albo skakać na skakance, nie dusząc się w sportowym staniku. Nigdy nie będę mieć obwisłych piersi, więc grawitacja nie zacznie spędzać mi snu z powiek”. Mocne. Nie powiem. Chyba trudno znaleźć osobę po mastektomii, która z takim poczuciem pogodzenia z losem ale i optymizmem podeszłaby do czegoś tak strasznego. Ale nie „kozaczy” tak cały czas – opowiada też ile wody musiało upłynąć zanim doszła do tego punktu, w którym jest dziś.

Kobiecość ma niewiele wspólnego z parą gruczołów sutkowych. O mojej kobiecości, świadczy moje serce i moja dusza.

Myślę, że autorka doskonale zna książkę „Sekret” Rhondy Byrne, sama zresztą pisze, że na świecie obowiązuje jedno prawo – prawo przyciągania. Stwierdzenie żywcem wyjęte z „Sekretu”, ale poczytuję to na plus. Może kiedyś opiszę „Sekret”, bo jest to książka, którą posiadam, czytałam i oglądałam film na jej podstawie nieskończoną ilość razy. Nie da się ukryć, że odcisnęła się na moim życiu i to bardzo pozytywnie. Dlatego też, jestem zadowolona, że filozofia „Sekretu” została tutaj przywołana.

Cóż, w tytule pada hasło „Bóg” zatem przygotować się należy także na myśli, podobne do tej:

Bóg nie chciał ode mnie wielkich poświęceń. (…) Bóg mnie kocha, bo miłość leży w Jego naturze.

Nie lubię rozmawiać o wierze. Książka traci wtedy na swoim uniwersalizmie, ateisty już do czytania nie zachęci. Ja jestem wierząca, ale nie lubię też przypisywać WSZYSTKIEGO Bogu. To tak, jakby zdać się na kogoś innego i zwolnić się z wszelakich obowiązków. Trzeba jednak przyznać autorce, że nie jest fanatyczna. Mówi o rekolekcjach, na których była, o pastorach, ojcach, braciach i siostrach z którymi rozmawiała, o modlitwach jakie odmawia, ale nie twierdzi, ze tylko w ten sposób możesz uczynić swoje życie lepszym. Dlatego też tak samo dobrze odbierze tą książkę wierzący jak i nie wierzący. Nie ma nawoływań do nawrócenia, raczej ukazane jest piękno Boga.

Jeśli o nic nie prosisz, niczego nie dostaniesz. Więc proś. Czasem usłyszysz „tak” czasem „nie”. Ale jeśli nawet nie zapytasz, odpowiedź zawsze brzmi „nie”. Sam jej sobie udzieliłeś.

Wspomnę jeszcze o tytule, bo mnie zaintrygował a jest on wyjaśniony już na samym początku książki. Otóż autorka przez większość swojego życia miała wrażenie, że kiedy potrzebowała zauważenia przez Boga ten akurat mrugał i jej przez to nie dostrzegał. Książką zaś udowadnia wszystkim, którzy myślą podobnie, że tak nie jest – że Bóg nigdy nie mruga.

Aha – tym razem nie mogę polecić audiobooka. Niestety, ale Ewa Błaszczyk nie sprawdza się tutaj totalnie. Jak to powiedziała moja mama, jest na tą pozytywną książkę za smutna ;).

Książkę z czystym sumieniem polecam absolutnie wszystkim – nawet tym, którzy poradników nie lubią :).



Dodaj artykuł za darmo