„Gra pozorów” – Joanna Opiat-Bojarska

Przyjaciele nie są wcale przyjaciółmi, rodzina męża chce Cię pogrążyć, nikomu nie możesz ufać, nawet- a może szczególnie – policji. W dodatku dowiadujesz się, że uciekł Ci tydzień z życia. Tydzień, którego nie pamiętasz. Musisz odpowiedzieć na pytania, na które sam chcesz znać odpowiedź. Improwizujesz, ale jak było na prawdę? Z czasem zaczynają pojawiać się przebłyski wspomnień i nie wiesz czy to powracająca pamięć, czy wariujesz…

Brzmi intrygująco? Tak właśnie jest!

Wydawać by się mogło, że wiadomość o zaginięciu męża oraz jego śmierci to najgorsze, co mogło spotkać Aleksandrę – psycholog i matkę dwójki dzieci. Okazuje się jednak, że to dopiero początek. Kobieta pada ofiarą porwania. Po uwolnieniu, mimo niebezpieczeństwa i wbrew zdrowemu rozsądkowi, postanawia na własną rękę rozwikłać zagadkę. Zbierając nowe fakty, powoli wyciąga na światło bolesną prawdę, a lawina zdarzeń urasta do niespodziewanych rozmiarów…

Książkę miałam jedynie w postaci elektronicznej i na wyjeździe, dlatego tym razem wszystkie fotografie pochodzą z bloga autorki http://opiatbojarska.blog.pl/ oraz z Internetu (mam nadzieję, ze nie łamię prawa) .Muszę przyznać, że nawet nie na czytniku, a na komórce delektowałam się tą książką. To bardzo praktyczne choć mało komfortowe. Czytnika nie naładowałam ani nie zaktualizowałam biblioteczki więc w ogóle go nie brałam. Dodatkowo, po jego wcześniejszym wypadku i kosztowej wymianie matrycy już tak chętnie go do torebki (oczywiście w futerale!) nie wrzucam. A o książce usłyszałam w… Pytaniu na Śniadanie! Autorka udzielała wywiadu i tak jakoś mnie zaciekawiła, że kiedy zorientowałam się – już w Londynie – że jednak trochę czasu przed snem na czytanie mam, pozostała mi tylko wersja elektroniczna.

Książka pochłonęła mnie bez reszty. Myślę, że śmiało można zaliczyć ją do kryminałów i to tych niezłych, trzymających w napięciu. Akcja jest bardzo wartka, wątków sporo – na prawdę nie można się nudzić. Rozwiązanie akcji też wcale nie jest oczywiste, a o wszystkim dowiadujemy się dosłownie na ostatnich kartach powieści. Szczerze mówiąc, czytając mimowolnie zawsze próbuję rozwikłać zakładkę sama i kiedy i się to udaje wkurzam się ?? po prostu jak coś jest oczywiste, to nie ma frajdy, prawda? ?? Rozwiązanie zagadki w „Grze pozorów” zaskoczyło mnie i tak właśnie być powinno ??

Jestem pod wrażeniem i już wiem, ze to moje pierwsze ale z całą pewnością nie ostatnie spotkanie z twórczością tej pani.

Do czego się zatem przyczepię? Do okładki. Tak! Tym razem nie zachwycam się okładką od Czwartej Strony choć zwykle to robię. Co do czcionki nic nie mam, ale nie wiem o co chodzi z tym fotelem… Jakoś mi nie psuje i nie podchodzi. W prawdzie ogólnie ładnie się prezentuje, ale nie odnosi się do treści co w okładkach sobie cenię. I to w zasadzie tyle minusów, co biorąc pod uwagę treść ma niewielkie znaczenie, szczególnie jeśli czytacie wersję elektroniczną jak ja



Dodaj artykuł za darmo