„Jesteś cudem. 50 lekcji jak uczynić niemożliwe możliwym” R.Brett

Z pełnym entuzjazmem podeszłam do tej książki. Wypożyczyłam ją, bo była w bibliotece i już od „Bóg nigdy nie mruga” byłam jej ciekawa. Nie dlatego, że jakoś szczególnie jej potrzebowałam, po prostu zwykła czytelnicza ciekawość po dość miłym pierwszym spotkaniu z twórczością autorki. Jednak los chciał, że kilka rzeczy faktycznie się w moim życiu pokomplikowało i miałam okazję sprawdzić jak książka spełnia swój cel szczegółowy w praktyce. Czy faktycznie robi nam się lepiej kiedy czytamy 50 lekcji jak uczynić niemożliwe możliwym?

Czym jest ta książka? Zbiorem felietonów, nazwanych lekcjami (te lekcje to po prostu odpowiedniki rozdziałów). W tych felietonach są opisane przemyślenia autorki dotyczące zachowań i sytuacji w jakich znaleźli się inni ludzie, które mogła obserwować w swoim życiu, a także jej własne doświadczenia.

Czasem sobie myślę, że nie ma nic prostszego niż napisanie takiej książki. Wiecie co mam na myśli? Że nie musisz być twórczy by ją napisać. Obserwujesz świat, swoje otoczenie, wyciągasz wnioski. Któż z nas nie robi tego na co dzień? Regina Brett także, z tym, że ona zbiera to wszystko i selekcjonuje sytuacje, które inspirują ją najbardziej, a przemyśleniami dzieli się z czytelnikiem w książce.
Regina Brett jest bardzo wierząca – to się rzuca w oczy już na okładce oraz w tytułach pozostałych książek: „Bóg nigdy nie mruga” i „Bóg zawsze znajdzie ci pracę”. W wierze w Boga, w modlitwie i medytacji znalazła siłę walcząc – i wygrywając – z rakiem. „Jesteś cudem” to dla mnie taka wersja „Sekretu” tylko dla wierzących. Bo niewierzących może irytować ciągłe odnoszenie się do Boga i jego mocy. Autorka „Sekretu” była sprytniejsza – nie nazwała tej potęgi jednoznacznie, dzięki temu zabiegowi dociera do szerszego grona czytelników. Ale to dygresja.

Wracając do „Jesteś cudem” – książkę czyta się dobrze i szybko, można się również zainspirować. Było kilka pocieszających momentów i ciekawych stwierdzeń. Sfotografowałam kilka cytatów i udostępniłam na FB, niektórzy z Was je nawet polubili ?? Plusem są też przywoływane przez Brett filmy – odświeżyłam sobie mojego ukochanego „Bruc’a Wszechmogącego” i obejrzałam stareńki „To wspaniałe życie (It’s a Wonderful Life)”. Mam jednak kilka „ale”…

Po pierwsze – ta książka nie różni się wiele od wcześniejszej. Też zawiera 50 lekcji i to o podobnej tematyce

Po drugie – autorka ma tendencje do powtarzania się. Znów dowiemy się o jej walce z rakiem, o tym jak pomaga jej wiara, o jej pracy zawodowej, o rodzinie, o medytacji…

Po trzecie – mało jest praktycznych porad, raczej po prostu inspirujące historie i propozycje wniosków. To i plus i minus bo dzięki temu każdy może wyciągnąć swoją własną naukę.

Czy ta książka podniosła mnie na duchu? Wsparła w trudniejszych chwilach? Uczyniła niemożliwe możliwym? Nie wiem, chyba nie bardzo. Faktycznie – skłania do przemyśleń, pokazuje inspirujące przykłady, czasem podsuwa fajne pomysły ale nie jest remedium na bolączki tego świata. Zresztą, tak jest z każdą tego typu lekturą – one są po to by podsunąć pomysł na rozwiązanie problemu a nie dawać gotową receptę. Mimo wszystko odczuwam jakiś niedosyt – chyba spodziewałam się czegoś więcej. Poprzednia książka jakoś bardziej do mnie trafiła ale planuję przeczytać jeszcze „Bóg zawsze znajdzie ci pracę” by mieć pełny obraz twórczości pani Brett.

Podsumowując: warto się zapoznać z tą pozycją, bo – jak zawsze – warto mieć własne zdanie. Irytować może ciągłe przywoływanie osobistych przeżyć autorki jak walka z rakiem czy wiara i modlitwa, ale to w końcu książka autorki, która ma prawo pisać o tym co jest ważną częścią jej życia choćby w kółko i w milionach tomów ?? Czas spędzony przy lekturze „Jesteś cudem…” nie będzie czasem straconym. Dodatkowo jest pięknie wydana i ma na tyle uniwersalne treści (do własnej interpretacji), że świetnie nadaje się na prezent.

Szykuję dla Was recenzję na prawdę fantastycznej książki już niebawem, a wspominam już teraz bo tematyka będzie podoba