„Kasacja” – Remigiusz Mróz

Miałam iść chronologicznie i przeczytać najpierw „Turkusowe szale”… Fakt jednak jest taki, że za czytanie zabrałam się będąc na wjeździe i ta książka jakoś mi umknęła nie dostępując zaszczytu zgrania na czytnik. Dodatkowo nie miałam przy sobie „Zaginięcia” mimo, że przed wyjazdem dobrze się zaopatrzyłam. Co z tego, kiedy skleroza mnie dopadła i wszystko zostało na komputerze.

Ale przecież nie skażę się na nieczytanie przez 11 godzin lotu! Drżąc ze strachu przed czytelniczym kacem sięgnęłam po „Kasację”. Tym samym Panie Mróz, złamałam dla Ciebie jedną z moich fundamentalnych zasad czytelniczych. Tutaj jednak obawy przed kacem okazały się nieuzasadnione i to jest dla mnie potężny plus. Chce się poznać dalsze losy Chyłki i Zordona, ale nie ma jakiegoś niedopowiedzenia na końcu, któro każe Ci zmolestować absolutnie każdego z autorem włącznie, byle tylko dostać kolejny tom.

Ale po kolei
Bardzo lubię wydawnictwo Czwarta Strona za dobrze dopracowane okładki. Już przy okazji „Warszawskiego niebotyku” byłam przyjemnie zaskoczona nad wyraz adekwatną do treści okładką – w przypadku „Kasacji” jest podobnie. Estetyczna, utrzymana w odpowiedniej tonacji kolorystycznej, w końcu nawiązująca do treści. Wiadomo – okładka nie najważniejsza, ale jednak przyjemnie mieć taką ładnie oprawioną książkę na półce (no, ja akurat mam e-booka). Szczególnie jeśli treść idzie w parze z „opakowaniem”.

A jeśli o treści mowa…

Ciśnie mi się na klawiaturę określenie: polskie, książkowe wydanie „Siuts”/”W garniturach”. Sporo podobieństw jak chociażby motyw raczej srogiego mentora o bogatym doświadczeniu i niekonwencjonalnych metodach działania oraz ucznia o bystrym umyśle, albo motyw prestiżowej kancelarii. Nie jest to w żadnym wypadku obraza czy posądzanie o zgapialstwo! Nawet jeśli autor zaczerpnął kilka pomysłów z tego skądinąd bardzo lubianego przeze mnie serialu, to wpływa to tylko na korzyść „Kasacji”. Ponadto cała fabuła osadzona jest w polskich realiach, określenia też są nad wyraz polskie (np. moja ulubiona noraobora ?? ), no i nie ma co ukrywać – mamy tutaj świetny obraz naszego rodzimego sądownictwa. Dość sporo jest literatury zagranicznej, w której mamy zobrazowane prawo amerykańskie osadzone w rzeczywistości amerykańskiej. Jak wiecie Amerykę kocham, ale w niej nie mieszkam i o ile lubię czytać o ich przyjaznym i bezpośrednim (w większości) nastawieniu do ludzi i świata, tak już całą resztę w większości uważam za przerysowaną i lekko wyidealizowaną. Remigiusz Mróz, trochę jak Max Kolonko – mówi jak jest ?? Nie idealizuje, nie robi ze swoich postaci super-bohaterów a z Polski państwa idealnego ani państwa do spodu beznadziejnego. Postaci przez niego wykreowane są rzeczywiste – na prawdę są wśród nas takie Chyłki i Zordony. Cieszę się, że ten bardzo obiecujący autor poszedł w tą stronę (choć niczego nie można zarzucić „Wieży milczenia” mimo osadzenia akcji za oceanem). Dodatkowo będąc Polakiem sam dba o język, sformułowania etc i nikt nie schrzani jego dzieła złym tłumaczeniem

Co do samej akcji, jest poprowadzona mistrzowsko: toczący się proces, spisek, wciąż ścierające się dwa skrajnie różne charaktery patronki i aplikanta a także romans wiszący w powietrzu – te wszystkie elementy spięte w całość składają się na bardzo dobrą powieść prawniczą. Lubię książki pisane przez mężczyzn – nie ma możliwości aby całkiem dobrze zapowiadający się kryminał skończył się mdłym romansem. Nie ma również zagrożenia, że zamiast skupienia na – w tym przypadku – toczącej się sprawie, bohaterka będzie zastanawiać się nad swoimi uczuciami i uczuciami połowy kancelarii ?? Ba! Nawet do końca nie umiem wyobrazić sobie jaką aktorkę obsadziłabym w roli Chyłki, gdyż umknęły mi takie szczegóły jak kolor i długość włosów czy kolor oczu. Ale to dobrze. Skupiłam się dzięki temu na rzeczach istotnych. Tak samo nie znajdziemy tutaj jakichś rozterek wewnętrznych czy dylematów – postaci Mroza są po prostu konkretne. W którymś z licznych wywiadów z tym autorem, czytałam, że odrzuca on jakąś straszną ilość tekstu (chyba 1/3?!), po to, by czytelnik dostał to co istotne. I faktycznie tak jest: czytelnik dostaje dokładnie tyle informacji ile potrzebuje. Remigiusz Mróz ma po prostu fantastyczny warsztat i zwyczajnie umie pisać. Godną podziwu rzeczą jest – już tak prywatnie – systematyczność. Zawsze ogromnie podziwiałam ludzi, którzy mają w sobie tyle pracowitości i zacięcia. To tzw wolny zawód i wykonując go dużo trudniej zmusić się do systematyczności niż w każdym innym wykonywanym na etacie. Ale to taka dygresja ?? W każdym razie – kupuję ten styl pisarski. Mroza po prostu bardzo dobrze się czyta.

No i odżyła moja miłość do Iron Maiden ??

Ja wiem, czepiłam się tego Moroza, akurat jak „Kasacja” u wszystkich blogerów jest już wspomnieniem ale co ja poradzę! Zaraz wychodzi „Przewieszenie”, zatem mogę spokojnie łapać za „Zaginięcie” potem „Ekspozycję” i będę na czasie (no dobra, jeszcze całe Parabellum i „Chór zapomnianych głosów”…) ??

Przeczytałam dwie książki Remigiusza Mroza i cała ta blogerska (i nie tylko) mrozomania przestała mnie dziwić. Facet wie co robi, nawet pomijając umiejętności pisarskie – jest we właściwym miejscu, we właściwym czasie. Zawsze podkreślam, że żywy kontakt z autorem to jest rzecz absolutnie nie do przecenienia. Jak pisałam przy okazji recenzowania „Wieży milczenia” Mróz udziela się na portalach społecznościowych, a każdy wie, że otrzymanie komentarza z podziękowaniem za recenzję a nawet sama świadomość, że autor recenzowanej książki przeczytał te nasze wypociny (np. dając lajka) to jest rzecz niesamowicie miła i budująca. A spotkanie osobiste np. na Targach Książki tudzież innych? To jest mega świetne! Ja nie doświadczyłam ale też dopiero zapoznałam się z twórczością więc nie miałam poczucia straty (teraz już mam). Dodatkowo jest w wieku praktycznie równym z większością z nas, blogerów – to też ułatwia odbiór. Czy tyle deklaracji śmierci (z tego co się orientuję śmierci „za zakończenie”) poleciałoby pod adresem, powiedzmy, pięćdziesięciolatka? No nie wiem ?? No i jest przystojny – nie mówcie mi, że to bez znaczenia ?? Nie wiem dlaczego nikt o tym nie pisze – boją się czy co? ?? Dodatkowo bardziej niż za młody wiek, podziwiam go za ilość napisanych książek, za tempo w jakim są wydawane i za różnorodną tematykę. Reasumując już ten niemały elaborat okraszony odą do Remigiusza Mroza, uważam, że sama „polityka”, PR czy jakkolwiek to nazwiecie, wpływa bardzo korzystnie na jego sukces ale nigdy nie przesłoni tego co najważniejsze – talentu i ciężkiej pracy, które składają się na dzieło wybitne będące jednocześnie książką dla każdego.