„Lardżelka” – Wanda Szymanowska

Każda kobieta choć raz chciała coś poprawić i zmienić w swoim wyglądzie i wydaje mi się, że większości z nas zależy na ubytku wagi właśnie. Nieważne czy mamy się z czego odchudzać czy nie – tak już wylansowały media, że szczupłe jest fajne, ładne, estetyczne…

Książką „Lardżelka” zainteresowała mnie Madzia z Zagubieni w świecie książek – wyraziłam to w komentarzu pod jej recenzją i niemal natychmiast dostałam maila od samej autorki z propozycją przesłania elektronicznej wersji książki! Możecie sobie tylko wyobrażać jaka była moja radość! ?? Pani Wando – jeszcze raz serdecznie dziękuję! ??

Oczywiście, do lektury przystąpiłam niezwłocznie.

Po przeczytaniu „Lardżelki” jestem pod ogromnym wrażeniem. Książka jest krótka acz treściwa. Napisana w świetnym stylu – takim prostym, trafiającym prosto w serce. To jest według mnie prawdziwa literatura kobieca – nie jakiś płaczliwy romans i rozterki ala Werter a zwykłe problemy, zwykłej kobiety. To niesamowite, że na tak niewielu stronach można poruszyć tak wiele ważnych kwestii! I to ze świetnym poczuciem humoru i głębokim zrozumieniem.

Główna bohaterka walczy z kilogramami – ale czy tylko? Otóż nie – ona walczy o zmianę swojego życia na lepsze – walczy o siebie! Są tutaj poruszane różnorakie problemy: wrażliwości osób otyłych i nagminnemu szykanowaniu ich, trudności w zdobyciu pracy, awansu czy choćby zauważenia przez kierownictwo. Tak jakby waga rzucała się na umysł i czyniła z osób otyłych kogoś gorszego. Poruszane są też inne dylematy kobiet : wygoda czy wygląd (baleriny czy szpilki:), swój komfort czy sugerowane przez innych rozwiązania (kolor który my lubimy czy taki, który poleca ktoś inny?), ale także podejmowanie i dobór aktywności fizycznej czy nawet podrzucanie pomysłów na proste i szybkie przepisy (pierwszy raz spotkałam się z dosłownie dwu zdaniowym przepisem na obiad – REWELACJA!). Wbrew pozorom to wszystko nie jest wcale tak oczywiste. Na końcu książki jest wspaniały dekalog, który pozwolę sobie tutaj zamieścić:

Zanim wypróbuje się jakąkolwiek modną dietę wybraną z katalogu mistrzostw świata w odchudzaniu, warto sobie uświadomić i zakodować kilka ważnych zasad.

Po pierwsze: nie ma cudownych diet, które pozwalają zgubić kilka kilogramów w kilka dni.

Po drugie: chudnięcie jest wynikiem prostego jak świński ogon procesu biologicznego, zamykającego się w matematyczne ramy, czyli spożycie musi być niższe niż zapotrzebowanie, aby bilans kaloryczny wypadł na minus.

Po trzecie: nie jest żadną sztuką zgubić kilogramy, sztuką jest ten efekt utrzymać na dłużej.

Po czwarte: masło, śmietana, majonez, cukier nie przystają w żaden sposób do współczesnego trybu życia, nie tylko ze względu na wysoką kaloryczność, ale również ze względu na minimalizm ruchowy spowodowany zmianami cywilizacyjnymi.

Po piąte: chudnięcie to wbrew pozorom nie jest sprawa żołądka tylko mózgu.

Po szóste: chuda jak patyk specjalistka od żywienia, posiada wiedzę jedynie teoretyczną, bo z pewnością nie miała przyjemności słaniać się z głodu.

Po siódme: najbardziej wiarygodnym autorytetem w dziedzinie odchudzania jest eks-lardżelka.

Po ósme: decyzji o gubieniu kilogramów nie należy odkładać do jutra, by jeszcze dzisiaj pozwolić sobie na ciastko.

Po dziewiąte: należy nastawić się duchowo na proces długotrwały i radykalne zmiany, służące nie tylko urodzie, ale i zdrowiu.

Po dziesiąte: odmawianie sobie jedzenia nie jest rezygnacją z największej przyjemności życiowej, bo są przecież inne. Wobec tego należy nagromadzić ich sobie w odpowiedniej ilości i czerpać pełnymi garściami.

Nic dodać, nic ująć!

Pani Wanda Szymanowska zauważa też ogromny problem w zaburzeniu postrzegania własnej wartości i godzenie się przez osoby otyłe na krzywdzące zachowania względem nich przez innych ludzi np. (i niestety często) przez parterów., ale pokazuje coś jeszcze: wewnętrzną siłę i piękną kobiecą solidarność i przyjaźń – ogromną moc wsparcia.

Anulowałam Andrzejowi zeszłoroczne sylwestrowe wybaczenie. Powiedział wtedy, żebym się nie martwiła, że jestem najgrubsza ze wszystkich obecnych na zabawie kobiet. Obiecał, że zaraz znajdzie mi grubszą na pocieszenie.

Żeby była jasność – nie znajdziemy jakichś odkryć na skalę światową – autorka po prostu dobitnie i w skrócie przedstawia kardynalne zasady w odchudzaniu oraz wszystkiego co towarzyszy temu procesowi zmiany swojego życia na lepsze. Tak oczywiste i jasne, że… większość o nich zapomina!

Znajdziemy za to wszystko inne: bezsilność, wolę walki, załamania, słabsze momenty, małe i duże sukcesy, grzechy, uczucie poniżenia i uczucie tryumfu, smutek, radość, przyjaźń i miłość…

Książkę tą warto przeczytać i powinien to zrobić każdy a już napewno każda kobieta – nawet taka nie odchudzająca się, czy wręcz marząca o przytyciu (tak, są takie! ?? ), chociażby po to, by umieć zrozumieć pewne zachowania i zauważać swoje własne myśli kiedy widzi osobę otyłą (i się zawstydzić..). A osoby marzące o spadku wagi? Jak najbardziej! Po to by przypomnieć sobie parę doskonale znanych nam zasad, o których zapominamy lub nie chcemy pamiętać.

Jestem po technologii żywienia i chciałam by moja ścieżką zawodową była dietetyka lub psychodietetyka. Ostatecznie tak się nie stało, ale tematy żywienia i odchudzania są mi bardzo bliskie. Z własnego doświadczenia wiem jak to jest czuć się ze sobą źle, walczyć, upadać i podnosić się a także osiągać sukces po czym zaczynać od nowa. Książka pani Wandy Szymanowskiej trafia w punkt i po prostu trzeba ją przeczytać. Minusy? Może jeden, malutki – tytuł ?? Jakoś ciężko mi go było zapamiętać przez jego nietypowość – tak czy siak, nie wpływa w żaden sposób na jakość tej świetnej książki.

Zamierzam zdobyć wersję papierową i przeczytać jeszcze raz – tym razem skrupulatnie zaznaczając cytaty, a takich wartych zapamiętania jest naprawdę sporo. Ta recenzja mogłaby by jeszcze dłuższa, ale skrócę ją do najwymowniejszego – serdecznie polecam!