„Minimalizm” Leo Babauta

Minimalizm to sposób na ucieczkę od nadmiaru, jakim żyje dzisiejszy świat: konsumpcjonizmu, przedmiotów materialnych, bałaganu, obowiązków, dystrakcji, hałasu, a nawet długów. Jest sposobem na powstrzymanie się od tego, co nie jest w życiu prawdziwie istotne, po to, by można było skupić się na tym, co dla nas ważne, co nadaje naszemu życiu sens i czyni nas szczęśliwymi.

Leo-Babauta-Zen-Habits-the-ManLeo Babauta jest autorem bloga (niestety tylko w języku angielskim, ale są inne w tej tematyce po polsku), na którym wykłada on od kilku lat swoją minimalistyczną filozofię, uznawany jest za jednego z czołowych blogerów. I przede wszystkim – doskonale żyje wyznając swoją filozofię, pisząc bloga, pisząc książki i występując na licznych konferencjach.

Książkę tą męczyłam długo, ale nie dlatego, że była nudna czy nieciekawa. Raczej ze względu na jej poradnikowy charakter. Tak właściwe, to po prostu poradnik :). Ja poradniki bardzo lubię, ale jest coś takiego, że czytanie poradnika łatwo dzielić na czytanie w etapach, w międzyczasie czytając inną książkę (zwykle powieść).

Ten konkretny poradnik jest bardzo praktyczny i dotyczy rzeczy materialnych. Przedstawione w niej sposoby są zupełnie przyziemne i do zastosowania – zero ściemniania i komplikowania życia. Tak, wiem, chodzi o minimalizm i upraszczanie, ale wierzcie mi, niektórzy potrafią zrobić sobie szereg komplikacji zanim dotrą do uproszczenia. Tutaj jest prosto i konkretnie. Autor podaje nawet konkretne programy kiedy pisze o porządkowaniu komputera, wymienia sarong jako uniwersalny ciuch (ha! też o tym nie wiedzieliście, prawda? :P) i ogólnie zawiera masę konkretów – jest po prostu minimalistyczna, czego od niej oczekiwałam :). Nie zabija też objętością – 127 stron i wszystkie potrzebne. Każdy rozdział jest opatrzony cytatem, w tym jednym z moich ulubionych:

Zbyt wielu ludzi wydaje pieniądze, których nie zarobili, na rzeczy, których nie potrzebują, by zaimponować ludziom, których nie lubią.

Szczerze powiem, ze czytałam ją w wersji elektronicznej na czytniku, ale rozważam zakup wersji papierowej. Dlaczego? Po prostu warto ją mieć i warto do niej wracać. Nie mówię, że należy zastosować się do wszystkich porad autora – sama również nie zamierzam – ale warto zmienić swoje podejście.

Mnie szczególnie spodobał się pomysł z porządkowaniem szafy i ostrożnego podejścia do zakupów (często zwyczajnie niepotrzebnych). Naprawdę chodzę w 5 ciuchach na krzyż a szafa – mimo cyklicznych porządków – jest zapchana. Jestem bardzo ciekawa, czy kiedykolwiek w życiu to się zmieni:P. Po namowach autora zastanawiam się też nad popracowaniem nad finansami i porządkiem w miejscu pracy i na komputerze (tak, to też się porządkuje:P).

Na lubimyczytac.pl nie ma zbyt wysokich not, bo raptem 6/10 i zarzucane mu jest powtarzane czegoś co już było a także co najmniej lekką przesadę, zapędzenie się w tym całym minimalizmie – po części się z tym zgadzam. Moja ocena to 8/10. Plusy dla autora za prosty, przyswajalny dla każdego język, dobre pogrupowanie wiedzy w rozdziałach i wypunktowanie najważniejszych informacji a także konkrety typu wspomniane wcześniej nazwy programów. Minus za „flow” w temacie – najlepiej mieć w pokoju białe ściany, biurko, kompa i krzesło – może jakąś roślinę. WHAT?! Bez przesady Panie Leo ;). Jednak mimo wszystko jego porady i samo już przeczytanie książki przestawiają jakiś trybik w naszych głowach. Faktycznie zaczęłam się zastanawiać czy potrzebuję tego wszystkiego co posiadam i odpowiedź brzmi – absolutnie nie! Czy przeszkadza mi ten nadmiar? Absolutnie tak!

Dlatego, podsumowując, kiedy ustrzelę dobrą cenę tej książki z całą pewnością się w nią zaopatrzę i z chęcią – choć zapewne tylko w części – zastosuję porady Leo w moim życiu.