Mróz kontra Miłoszewski, czyli starcie tytanów (oraz recenzja „Uwikłanych”, „Ziarna prawdy” i „Gniewu”)

Książki z cyklu „Teodor Szacki” – jak zgrabnie ujmuje to Lubimy Czytać – czy też „mroczna seria”, traktują o prokuratorze (tak dla odmiany od wszechobecnych prawników ?? ) Teodorze Szackim. Już od pierwszych stron dowiadujemy się co nieco o tytułowym bohaterze za pomocą wszechwidzącego (bądź trzecioosobowego) narratora. Otóż nasz pan prokurator to człowiek cokolwiek… hmm..

Przez chwilę rozważałam, czy nie zrecenzować każdej książki osobno, ale Aga z Książkowego Stanu Umysłu wybiła mi to z głowy i bardzo słusznie :) Dzięki Aga!

introwertyczny? Oschły? Chłodny? Drętwy? Nie do końca wiem jak go określić. Może zmęczony życiem będzie mniej więcej oddawało jego charakter. Zawsze nienagannie ubrany, przywdziewający garnitur niczym zbroję:

Bez względu na pogodę miał na sobie garnitur i krawat, bo był prokuratorem a nie dostawcą delikatesów do warzywniaka.

Dlaczego tyle miejsca poświęcam osobie Szackiego? Bo to głownie o nim, stopniowo, będziemy się podczas lektury dowiadywać najwięcej. Moim zdaniem, to właśnie Szacki jest głównym tematem każdej z książek, a nie dochodzenie czy też morderstwo. Wątki z życia osobistego prokuratora są silnie rozbudowane. Autorowi tak dobrze udało się go sportretować, iż budzi autentyczne emocje, od niechęci do podziwu. Trudno zresztą czasami, oprzeć się charakterystycznemu, lekko cynicznemu, poczuciu humoru prokuratora…

Szacki pomyślał, że nie słyszał o żadnych sandomierskich mordercach i gwałcicielach, nie licząc lokalnych knajp, gdzie smaki były mordowane, a podniebienia brutalnie gwałcone.

Jedyna koronka, jaką sobie wyobrażał w jej kontekście, to koronka do Miłosierdzia Bożego.

Każda część cyklu rozgrywa się w innym miejscu. „Uwikłanie” w miejscu urodzenia i zamieszkania Teodora Szackiego czyli w Warszawie, „Ziarno prawdy” w Sandomierzu, a „Gniew” w Olsztynie. Powodów tej zmiany miejsc należy upatrywać w życiu osobistym głównego bohatera, ale działa ona na korzyść, szczególnie jeśli trylogię czyta się za jednym zamachem. Oczywiście ma to też swoje minusy, bo autora czasem ponosi lekkie pióro przy opisie miejsc ?? Ja czasem je pomijałam albo „przelatywałam” wzrokiem, przyznaję szczerze. Za zbędne uważam też rozpoczynanie każdego rozdziału przypadkowymi faktami z danego dnia, przedstawionymi jako wycinek z gazety czy też zapis wiadomości z radia. Na początku czytałam, bo myślałam, ze ma to jakiś związek ze sprawą, później pomijałam.

Samą trylogię określiłabym raczej jako thriller psychologiczny niż powieść kryminalna, bo jednak mocno przebijają się przemyślenia, dygresje i próba zrozumienia nie tylko motywów działania mordercy ale samego Szackiego. Jeśli miałabym wskazać najciekawszą część byłby to „Gniew”, czyli trzecia, zamykająca cykl książka. Bardzo intrygująco się zaczyna, ale i sposób morderstwa jest niespotykany. Dalej mamy przydługie i przynudnawe „opisy przyrody” i przemyślenia (często abstrakcyjne) głównego bohatera ale tym razem mamy też zbrodnię doskonałą. Mamy zaskoczenie, zawikłanie, wielowątkowość. Trzeba się skupić, bo można coś łatwo przeoczyć. Może ta wielowątkowość nie jest na plus, bo nieco zaciemnia obraz (np. jest opis matki z dzieckiem kilka razy i już później nie wiadomo czy to ta sama, czy trzy różne, poza tym – nic z tego nie wynika). Tak czy inaczej, dzieje się dużo i kończy intrygująco – aż trudno uwierzyć, że nie będzie czwartej części.

Podsumowując: przydługie opisy miejsc, których nie powstydziłaby się Orzeszkowa a także zbytnie zagłębianie się w psychikę prokuratora mogą nieco drażnić. Rozbudowany wątek osobisty nie służy zbytnio klimatowi kryminału. Nie jest to bardzo złe, ale zaciemnia obraz. Niemniej jednak ta trylogia wciąga i ciekawi, ma świetnie i – z całą pewnością – jest warta polecenia.

Ten cykl został mi przedstawiona jako „lepszy od Mroza” i cóż mogę rzec? 234Chciałabym napisać, ze nie, ale to nie byłaby prawda. Nie mogę też powiedzieć, że jest gorsza – jest po prostu inna. Plus dla Miłoszewskiego, za pokazanie innej strony medalu, bo przyzwyczajeni jesteśmy do dzielnych prawników – tym razem jednak, mamy do czynienia z dochodzeniem/śledztwem ze strony prokuratora, jego szara, urzędnicza rzeczywistość, która trochę łamie nam stereotypy. Nie umiem powiedzieć czy jest lepszy czy gorszy od Mroza, ale mogę powiedzieć, że czyta się go ciekawie, choć nie wiadomo jak też nie wciąga. Sądzę, że może pomysł na zbrodnię jest lepszy u Miłoszewskiego, ale Mróz ma bardziej dopracowane książki, w takim sensie, że nie przytłacza długością opisów, tam jest tylko to, co jest istotne w jakiś sposób by się wczuć w klimat ale nie zanudzić czytając. Mam na myśli głownie niesłychaną precyzję Mroza i jego doskonały, wypracowany warsztat. Analityczny umysł widać, żadnych zbędnych dygresji i niepotrzebnych przemyśleń – oto Remigiusz Mróz :) Niemniej jednak byłabym niesprawiedliwa próbując ich ocenić, bo jednak mimo wszystko reprezentują skrajnie inne style i dzięki temu czytelnicy na tym łez padole mogą sobie wybrać ??

Warto też wspomnieć, że „Uwikłani” i „Ziarno prawdy” zostały zekranizowane, choć akurat w przypadku „Uwikłanych” prokuratorem jest… kobieta więc może powinnam użyć sformułowania adaptacja. Specem nie jestem, ale film obejrzałam już dawno temu – na długo przed przeczytaniem książki i zaintrygowała mnie zbrodnia, także warto polecić (film nazywa się Uwikłani a obsada jest całkiem niezła) :)

Książka jest też fajnie wydana o czym wspomnieć muszę. Sami oceńcie, trochę pobawiłam się fotografią :) Scenerię świąteczną zawdzięczam braciom, którzy mi wypożyczyli ową serię właśnie w Święta – dzięki chłopaki! :)



Dodaj artykuł za darmo