Nalini Singh – Psi i Zmiennokształtni – #01 W niewoli zmysłów

Długo zbierałam się do rozpoczęcia opisu tej serii. Tak, to seria – i to potężna seria. Właściwie, to nawet dokładnie nie wiem ile w tym momencie liczy tomów- w wersji angielskiej (razem z bonusami, czyli nowelami pośrednimi) aż 17, jednak przetłumaczonych maksymalnie 11.

Oficjalnych tłumaczeń jest niewiele – i tutaj bym ubolewała gdyby nie to, że nieoficjalne pojawiają się bardzo szybko, a to wszystko za sprawą chomikowej ekipy zapiski_mola_książkowego. Prawdę powiedziawszy ich tłumaczenia są najlepszymi jakie do tej pory czytałam! Ale do tego wrócę zaraz.

Pierwszy raz trafiło mi się, żeby książka – mało u nas popularną, wytworzyła taka społeczność. Oprócz wspomnianego wyżej chomika, powstał profil na FB Psi i Zmiennokształtni, już niewspominając o oficjalnej stronie autorki (w języku angielskim).

Generalnie nie dziwi mnie to. Książka – ba, całą seria – jest rewelacyjna. Zaczęłam ją czytać drugi raz, stąd wpis na blogu – nie da się jej opisać dobrze, kiedy czytało się rok temu.

Po książki tej autorki sięgam jak po pewnik – ile razy byś nie czytał i tak Cię wciągnie. Kiedy na rynku „posucha książkowa” od razu wiem co zacząć czytać.

A teraz wreszcie o książce, która tę serię otwiera. „W niewoli zmysłów” – fascynuje i wciąga już od pierwszej strony, mimo, że jako ta wprowadzająca zawiera opis ras i panujących zwyczajów, Nalini ma niesamowitą zdolność, do „przemycania” tych treści nie stosując przydługich opisów. Buduje napięcie od pierwszych stron. Mamy tutaj wątek miłości, seksu ale i morderstwa. Genialnie wymyślony świat – zupełnie niepowielony. Nie ma wampirów, aniołów, łowców – choć o tym też pisała w swojej pierwszej serii. Tutaj musimy ruszyć swoją wyobraźnią: główna bohaterka jest przedstawicielką rasy Psi – pozbawionej uczuć nacji, bohater zaś, to przedstawiciel i alfa rasy zmiennokształtnych – lampart.

Choć książka zaliczana jest do literatury erotycznej bądź paranormal romance, to scena seksu pojawia się na – chyba – 280 stronie, a cała książka liczy ich 426, choć napięcie budowane jest już od pierwszego spotkania bohaterów.

Zakochałam się w tym świecie, zakochałam się w bohaterach, ale przede wszystkim autorce. Nie mam pojęcia, dlaczego ta seria nie bije rekordów popularności w kraju i na świecie, a króluje taki chłam jak Grey. Nie wiem, ale może w tym też jest jakiś urok. Wampiry które kiedyś bardzo lubiłam już mi obrzydły przez ten cały szum medialny i „odgrzewanie kotleta” od kilku lat (wywiad z wampirem potem zmierzch, pamiętniki wampirów ipt, itd…).

Na dodatkowy plus zasługuje fakt, że każdą sytuację widzimy z dwóch perspektyw – i Saschy i Lucasa. To ogromny plus, bo narracja jednoosobowa nie daje tak dobrego odbioru.

Na uwagę zasługuje okładka. Jest genialna. Jakoś do erotyków pasuje mi czarny kolor, a za bardzo udany uważam pomysł z minimalistycznym podejściem do tematu i umieszczenia połowy twarzy z cechami charakterystycznymi.

Słowo o tłumaczeniu. Czytałam tylko nieoficjalne tłumaczenia i wiecie co? REWELACJA! Uważam, że niekt lepiej nie wczuje się w tłumaczenie niż fan. Owszem, „zawodowi” tłumacze z całą pewnością mają warsztat, ale to nie wszystko. Amatorzy dużo lepiej potrafią się wczuć w klimat i braki warsztatu uzupełniają z nawiązką swoją starannością, oddając tym samym w ręce czytelnika naprawdę kawał dobrej roboty.

Nie chcę zanudzać – książkę trzeba przeczytać. Już mi się udało „rozprowadzić” wieści po znajomych i zarazili się tą miłością – pora na kolejnych fanów! Nie ukrywam, że Nalini i jej serie były jednym z głównych powodów, dla których blog powstał, zatem będzie tu częstym gościem :)



Dodaj artykuł za darmo