„Piąty poziom” Volant

Piąty poziom to pozycja kierowana do mężczyzn, ale uwiedziona wpisami Volanta na Volification.pl zakupiłam książkę. Nie kosztowała mało, bo 47 zł za książkę w miękkiej oprawie. Z tym, że została ona wydana „własnym sumptem” czyli przez samego Volanta (szacun).

Kim jest Volant? Czym jest „Piąty Poziom”? Takie informacje oraz fragmenty znajdziecie na jego stronie

A ja? Mam mieszane uczucia…

Z „danych technicznych” – książka jest podzielona na pięć rozdziałów – poziomów. I pierwsze trzy (plus wstęp/podstawy) czyta się bardzo ciekawie – dotyczą samorozwoju, wytykają błędy i podrzucają pomysły na ich zmiany. Zachęcają też do odważnych działań – założenia własnej działalności, wdrożenia różnych mechanizmów ułatwiających życie i podnoszących nasz status. Są bardzo budujące i faktycznie dają kopniaka do zmian. Wynotowałam też kilka pozycji książkowych do przeczytania.

Czwarty poziom działał mi na nerwy. Bałam się, że do piątego zwyczajnie nie dotrę. Autor zachowuje się czasem jak samozwańcze guru. To, że ktoś kupił książkę nie oznacza, że z automatu uznał go za autorytet w sprawach… wszystkich. Poza tym, wydaje mi się, że książka została skierowana do podrywaczy dyskotekowych. Jeśli udziela rad, z pozoru dobrych „np. „nie kłóć się, bo kłótnia do niczego nie prowadzi” ale uzasadnia je kiepskimi motywacjami (nawet jak zawiniłeś nie przepraszaj, jak chce się kłócić to ją olej np. włączając komputer).

Odniosłam też wrażenie, że wg autora kobiety nie robią nic innego niż wykorzystywanie mężczyzn. Dziwnie czyta się „taktyki” podrywu i manipulacji kobietami, kiedy jest się kobietą ale chyba warto. Dla mnie być może nie jest to tak przydatne –w klubach nie bywam i jestem beznadziejnym wprost przypadkiem wierności –zażarłyby mnie wyrzuty sumienia na samym etapie myśli o zdradzie. Ale warto wiedzieć. Zdarzają się tacy goście, którzy myślą, że są właśnie aż tak super i podchodzą z gadką. Dzięki tej książce od razu zorientuje się o co chodzi. Czwarty poziom dużo czerpie też z manipulacji, a manipulacji nie znoszę. Może i jest w tym co Volant pisze trochę racji, ale nie mogę się zgodzić do końca. No jasne, ma większe doświadczenie niż ja (w końcu nie „bywam” i daleko mi do „klubowych lasek”) ale jeśli miałabym z kimkolwiek w jakąkolwiek relację wejść, wolałabym, żeby ten ktoś był szczery a nie w dowolny sposób mną manipulował. Czytając, że ma być „tak jak chcesz ty, a nie ona” było mi nieswojo. Czasem przeczy sam sobie: mówi żeby być szczerym, kilka stron później zachęca np. do odebrania telefonu zaczynając od słów ze wraca ze strzelnicy i trafiał w sam środek tarczy (oczywista nieprawda, bo to polecenie ma zastosowanie szczególnie wtedy kiedy akurat delikwent nie robi nic).

Zdrowy egoizm jest dobry, poczucie własnej wartości też, ale – na Boga – bez przesady! Seks jest bardzo ważny, ale dorabianie ideologii do zwykłego „rwania lasek w klubach” i robienie z tego sztuki nie przemawia do mnie. Jasne, że są ładne choć puste dziewczyny. Jasne, że warto im uświadomić, że takie są, a skoro nie mają oporów to można to wykorzystać (kwestia sumienia). Z całą pewnością jednak nie można generalizować. A rady zawarte w książce mogą moim zdaniem zepsuć całkiem nieźle prosperujące związki. Gdyby mój mąż przejawiał podobne zachowania wcale nie byłoby mi miło, nie zachwyciłabym się tym jaki jest męski i nie sądzę, że powinnam paść mu do nóg, uznałabym raczej, że zachowuje się jak kretyn i jakoś nie miałabym ochoty iść z nim do łózka tylko spakować mu walizki.

Przykład – Volant opisuje jak swoim partnerkom wyrzuca pidżamy bo „ze mną śpi się nago”. OK – spanie nago jest fajne, ale być może nie zawsze i nie dla każdego. On lubi gdy dziewczyna jest naga, ona lubi spać w bawełnianej pidżamie. Dlaczego ma z tego rezygnować? Bo taka jest JEGO wola? Nie rozumiem. Serio. Wydaje mi się, że związki działają raczej na zasadzie jakichś wzajemnych ustępstw, partnerstwa, czyli w tym przypadku: „dziś śpimy nago, jutro śpisz w ulubionej pidżamie”. Kim jest facet: panem i władcą bo tak chce? A kobieta istotą od usług różnych? Zresztą: taka laska bez charakteru też by mu nie pasowała, więc nie wiem. Za dużo generalizowania – to chyba największy ból tej książki.

Myślałam, ze nie dotrwam do poziomu piątego, ale dotrwałam i… było warto. Akurat tutaj autor doradza do rzeczy. To w sumie też trochę manipulacja – nazwałabym to kreowaniem wizerunku i choć też jest swego rodzaju oszustwem to takim, któro w najgorszym wypadku nikomu nie szkodzi.

To ciężka lektura, czytałam ją jak na siebie bardzo długo, bo chyba 2 tygodnie i przeplatałam ją innymi książkami. Jest napisana mową potoczną, nie pozbawioną przekleństw. Ma być kopem motywacyjnym do działania i chyba jest. Z perspektywy kobiety bardzo trudno to ocenić. Zależy też od wartości jakie wyznajemy. Myślę, że warto się zapoznać, a czy zastosować? Coś dla siebie można wybrać.

Z wieloma aspektami poruszonymi w książce się zgadzam. Volant sporo osiągnął, myśli logicznie, pisze przystępnie. Coś z czym absolutnie nie umiem się pogodzić, to jakaś mania wyższości mężczyzny nad kobietą i ciągłe zarzucanie, że to płeć piękna rządzi płcią „brzydką” nie dając niczego w zamian. Z tym zgodzić się nie mogę. Natomiast wszystkie poziomy poza czwartym warto przeczytać i wdrożyć w życie – raczej wyjdą na zdrowie ;).