„Strąceni” Gwen Hayes

Dawno mnie nie było i nie ma na to wytłumaczenia. Wprawdzie nie próżnowałam, bo skończyłam pisać pracę magisterską i obroniłam ją na 5 (i to jako pierwsza na roku! yeah! Jestem z siebie baaardzo baaardzo dumna:) ) ale założenie przy tworzeniu bloga było takie, że wpisy będą pojawiać się zgodnie z „natchnieniem” a z tym było u mnie ciężko. Założenie drugie przy tworzeniu bloga było takie, że będzie to blog czytelniczy, bo czytanie jest moją pasją – koniec i kropka.

Skoro mogę o tym gadać godzinami i to do osób, których to kompletnie nie obchodzi, to „wyżyję się” na blogu, na który wchodzić będą tylko tematem zainteresowani. No i poległam ostatnimi czasy, za co przepraszam.

To, że wiele się działo, wcale nie przeszkadzało mi w tym by czytać. I tak, przez te dwa miesiące (mój Boże, to już DWA miesiące?!) przeczytałam kilka książek. Hmmm.. policzmy ile.. Kolejny raz będę się posiłkować portalem http://lubimyczytac.pl/ który uważam za najgenialniejszą rzecz ostatnich czasów, ale temu poświęcę osobny wpis (obiecuję!).

Zatem, co przeczytałam w ciągu ostatnich 30 dni?

„Saga Ognia i Wody. Księga pierwsza: Wielki błękit” Jennifer Donnelly
„Sunset Park” Paul Auster
„Strąceni” Gwen Hayes
„Intruz” Stephenie Meyer
„Dziennik nimfomanki” Valérie Tasso – tylko do momentu w którym się zreflektowałam, ze już czytałam
„Bez cukru, proszę” Katarzyna Miller, Dorota Kondratowicz (kilka stron zostało mi do końca)
.. i – czy to możliwe – tylko tyle??

Ostatnio obserwuję u siebie pewien trend – czytam kilka książek/publikacji na raz. Nigdy tak nie miałam. No ale „wszystko płynie i nic nie pozostaje takie samo” jak to mawiał Heraklit :) Dodatkowo, zdarza mi się oglądać coraz więcej ekranizacji i filmów, czego też nie miałam w zwyczaju. Wolałam – i dalej wolę – czytać, natomiast wszystko zajmuje czas a doba jakoś nie chce się rozciągnąć. Dodatkowo, oglądać mogę z mężem, czytać już niekoniecznie ??

Dzisiaj krótko opowiem o książce „Strąceni” Gwen Hayes, której okładkę możecie podziwiać (sic!) na bannerku ?? Otóż wpadła mi w ręce zupełnie przypadkiem, dryfując po meandrach LC natrafiłam na serię „Strąceni” i – upewniając się, ze wyszła już część druga – sięgnęłam po nią. Okładka mnie jakoś szczególnie nie zachwyciła – jest zwyczajnie… ciemiężna, co w moim prywatnym języku oznacza, że ktoś miał wizję nawet zgodną z książką, ale dość topornie mu poszło wykonanie. No, nie zachwyca, choć sygnalizuje co możemy znaleźć w środku. Seria jest zaliczana do kategorii fantastyka, fantasy, science fiction i obecnie jest na rynku już część druga „Śniąc na jawie” – nie wiadomo, czy nie pojawi się trzecia. Co do samej historii – nie będzie spamu jeśli powiem, że akcja rozgrywa się na tle uczuciowym (podchodzącym pod erotyczny) nastolatków, chłopak jest demonem, do czego biedna dziewczyna dochodzi przez jakieś pół książki, choć czytelnik wie to już po paru stronach. Dziewczyna 0 jak to zwykle bywa – jest zwyczajna. Plusy dla książki za wplecenie bardzo ciekawego wątku magii, barwnych postaci przyjaciółek (choć lekko to trąca „Pamiętnikami Wampirów”), a także kontaktowania się młodych przez bardzo realne sny, czyli sen jako forma prawdziwego kontaktu między dwoma światami. Minusy to głównie „wolne jarzenie” głównej bohaterki i generalnie „nastolatkowy” klimat – rodzące się uczucie i pierwsze pożądanie. Jeśli miałabym w kilku słowach opowiedzieć o książce, to ujęłabym to tak: przeczytanie nie będzie straconym czasem, niemniej nie należy spodziewać się czegoś „wow”

No dobrze, coś tam poskrobałam wreszcie Mam nadzieję, że kogoś to ucieszy, bo mnie cieszy bardzo;)



Dodaj artykuł za darmo