Trylogia „Parabellum” – Remigiusz Mróz

To jest już moja siódma (!) randka z Remigiuszem Mrozem. Literacka randka! Heloł! ?? A tak poważnie, to nie po kolei (jak nie ja) zabrałam się za lekturę książek Mroza. Zaczęłam dobrze bo od „Wieży milczenia”, później miałam przeczytać „Turkusowe szale” ale mi nie wyszło bo wciągnął mnie prawniczy świat Chyłki a następnie kryminalne zagadki Forsta ?? a teraz? Teraz dorwałam calutką trylogię Parabellum.

Pierwsze co rzuca się w oczy to rewelacyjne wydanie. Trzeba przyznać jedno: książki Remigiusza Mroza cieszą oko. Tak zwyczajnie. Mają świetnie dopracowane okładki i choć wiem, że zasadniczo na oprawę autor ma niewielki wpływ, to chyba urok osobisty Remigiusza załatwia mu takie super projekty okładek – nie wiem, trzeba by było spytać autora ?? Faktem jest, że okładki są piękne, spójne i razem tworzą bardzo ładny komplet. Ktoś kto je projektował może być z siebie dumny: tytuł trylogii i tytuł tomu w centralnym miejscu, flaga wpisana w pistolet u dołu oraz żołnierze u góry – majstersztyk!

Coś, co jeszcze rzuca się w oczy to porządek. Każdy tom ma nieprzypadkową nazwę i opatrzony jest jej wyjaśnieniem. Każdy rozdział zaś otwiera trafny cytat.

Kolejna rzecz to konsekwencja. Wszystkie skonstruowane historie są doprowadzone do końca (no, może w trzecim tomie historia Christiana i jego rodziny nie jest w stu procentach oczywista). Czytelnik dodatkowo dostaje bardzo skondensowaną opowieść – zero niepotrzebnego rozwodzenia się – idealny stosunek tzw. „opisów przyrody”, które przecież są nam potrzebne by wyobrazić sobie sytuację, do akcji.

Następna jest dokładność i dbałość o szczegół – prawdziwie godne podziwu. Jeden wątek to za mało, kilkanaście to za dużo (przynajmniej dla mnie ?? ) a autor „Parabellum” znajduje złoty środek i prowadzi równolegle losy kilku bohaterów w kilku różnych miejscach po to, by w pewnym momencie sprytnie spleść ich losy.

Przy tym wszystkim autor nie „rozciąga” powieści zaśmiecając ją milionem wątków pobocznych i umie się, że tak powiem, streścić. Wybiera to co najistotniejsze nie zabierając jednocześnie przyjemności czytania. Efekt? Nie można się oderwać. Książki Mroza są genialnie dopracowane pod każdym względem.

Jestem pełna podziwu i niestety ta „recenzja” nie może wyglądać inaczej, Wiem, że to kolejne „chorały na cześć Mroza” ale przecież nie będę się na siłę czepiać ?? No dobra, znalazłam powtórzenie w pierwszym tomie (dwa razy „trzeba” w jednym zdaniu) oraz podwójny przecinek – to tyle jeśli chodzi o minusy ??

Uważam, że Remigiusz Mróz ma iskrę bożą. Gdyby nie był pisarzem też by sobie w życiu świetnie poradził, ale odnalazł swoje powołanie. Nie znam drugiego autora, który by świetnie pisał, często wydawał swoje powieści, doczekał się ekranizacji jednej z nich, miał świetny kontakt (podkreślam ŚWIETNY) z czytelnikami, rozkochał w sobie blogerów/vlogerów i blogerki/vlogerki i wciąż znajdował czas na pisanie i promocję swoich dzieł a to wszystko mając niespełna 30 lat!

Ameryka ma Kinga, my mamy Mroza. I jeśli chcecie znać moje zdanie, to twórczość naszego króla dużo bardziej mi się podoba