„Wieża milczenia” – Remigiusz Mróz

„Młoda kobieta ginie na osnutych mrokiem ulicach Lansing w stanie Michigan. Niezwykle skrupulatny zabójca nie pozostawia po sobie żadnych śladów.

Detektyw Evelyn Thomsen oraz Scott Winton, osobliwy wykładowca wyrzucony z Yale, prowadzą równoległe śledztwa, lecz nie udaje im się ustalić żadnego motywu zbrodni. Gdy seryjny morderca odbiera życie kolejnym osobom, dobierając ofiary wedle jedynie sobie znanego klucza i wykorzystując cały arsenał narzędzi, nikt nie może trafić na jego trop. Kiedy cały kraj ogarnia panika, Scott Winton odkrywa poszlakę, która prowadzi na drugi koniec świata i pozwala powiązać ze sobą wszystkie morderstwa.”

Na temat twórczości Remigiusza Mroza napisano już chyba wszystko. Autor ten – bardzo słusznie zresztą – udziela się w mediach społecznościowych, łatwo go odnaleźć zarówno na Facebooku jak i w szeroko zakrojonych „internetach”. Ma własną, bardzo dobrze opracowaną stronę internetową. Podbił blogerskie serca, a recenzje jego twórczości szerokim echem odbijają się po całym internecie. Jeśli ktoś czytuje blogi o tematyce książkowej, bądź chociaż zalajkował jeden jedyny fanpage takiego bloga, ten na pewno z którąś z recenzji książek pana Mroza się spotkał. Ja naczytałam się na blogach i nasłuchałam się na polskim booktubie tylu achów i ochów, że mimo iż uważam się za osobę bez tendencji do ulegania trendom zaopatrzyłam się w kilka pozycji autorstwa Remigiusza Mroza.

Najsłynniejsze dzieła Remigiusza Mroza to cykl Parabellum i cykl powieści prawniczych o Joannie Chyłce i Zordonie (jeśli wierzyć lubimyczytać.pl, cykl ten nosi nazwę „Joanna Chyłka” – odsyłam tutaj). Właściwie trudno na chwilę obecną znaleźć blogera książkowego, który by tych dzieł nie znał i o nich nie pisał – no, może nie licząc mnie ?? Miałam chrapkę, nie powiem, na to by zacząć od Kasacji, ale – co już wiecie – lubię chronologię ?? No i oba cykle nie są jeszcze wydane w całości (ale już niedługo będą!). Dlatego moją znajomość z twórczością Remigiusza Mroza rozpoczęłam od jego debiutanckiej powieści „Wieża milczenia”.

Miałam zacząć od napisania kilku słów o autorze, ale chyba wyczerpałam ich limit już na początku, więc może kiedyś skuszę się na napisanie ich w innej formie – na przykład przy okazji recenzji innych dzieł? Bo takie będą na pewno!

Do rzeczy – „Wieża milczenia”. Na początku myślałam, że po prostu autor miał dobry dzień i wymyślił ładny, może lekko poetycki, tytuł. Otóż nie! Chociaż na pewno miał wiele dobrych dni pisząc tą książkę ?? Polecam wygooglować sobie cóż to są te wieże milczenia. Ja dostępu do Internetu nie miałam, dlatego wszystkiego dowiedziałam się z książki. I może to lepiej, bo autor bardzo prosto to wszystko objaśnia. Zanim jednak dochodzi do tego typu wyjaśnień mamy trupa ?? Najpierw jednego, później następnych. Od samego początku zaś poznajemy dwie barwne postaci – detektyw Evelyn Thomsen oraz człowieka-zagadkę, o niezwykle intrygującym charakterze – Scotta Wintona. Genialny jest ten Scott – mam wrażenie, że w jakichś 80% oddaje charakter samego autora ?? Próbka możliwości Scotta:

Trochę czytam. Polega to na składaniu liter w słowa, a potem w zdania. Wymaga to pewnej zdolności percepcji, ale myślę, że dałbyś radę.

Jeśli chodzi o konstrukcję powieści to nie można jej niczego zarzucić. Nie znam się to się wypowiem ?? Po prostu okiem czytelnika, który kilka książek w życiu przeczytał, ze swej strony mogę powiedzieć, że wciągnęłam się. Książkę pochłonęłam w trzy dni – pochłonęłam, bo zrobiłam to będąc na wakacjach, a jak wiadomo, na wakacjach nie ma czasu ??

Na co możecie liczyć czytając „Wierzę milczenia”? Trup ściele się gęsto. Wykreowane postaci są barwne, opisy nie przytłaczają. Wiedza historyczna zaserwowana jest w sposób lekkostrawny, nawet dla tych, którzy historii nie cierpią, będą stanowiły smakowity kąsek (wybaczcie te kulinarne porównania :P). Sama historia jest nietuzinkowa. Wątek miłosny – o ile można powiedzieć, że występuje – nie zaciemnia wątku głównego (widać męską rękę przy pisaniu ?? ). Zwroty akcji liczne, zaskakujące. Jednym słowem – GENIALNY debiut.

Podsumowując: do twórczości Remigiusza Mroza jestem już przekonana. Następne w kolejce są „Turkusowe szale”. Coś czuję, że się nie zawiodę ?? Wszyscy podkreślają młody wiek autora, ja uważam, że nie ma on nic do rzeczy. Talent to talent – doprawiony niebywałą pracowitością (a liczne wywiady dowodzą o ponadprzeciętnej pracowitości i systematyczności autora), skrupulatnością i Bóg wie czym jeszcze, owocuje takimi właśnie wynikami. I choć nie chciałam popłynąć z prądem jestem zmuszona dołączyć do entuzjastów twórczości Mroza. Amen.