„Żelazne damy. Kobiety, które zbudowały Polskę” – K. Janicki

Dziś dzień kobiet. To ja z kobiecym wpisem w takim razie ?? „Żelazne damy” – Dobrawa, Oda i Emnilda, wielkie panie średniowiecznej Polski. Pierwsze damy i kobiety, które – choć pośrednio – swoją rolę w budowie Polski odegrały.

Przyznaję się bez bicia – nie przeczytałam jeszcze ostatniej strony, ale już jestem na finiszu. Nic mnie raczej nie zaskoczy ani nie powali z nóg. Ale od początku.

Na książkę nabrałam chęci po przeczytaniu kilku artykułów na ciekawostkihitoryczne.pl (http://ciekawostkihistoryczne.pl/2015/11/17/zelazne-damy-kobiety-ktore-z...). Lubię tam zaglądać, bo choć jakąś szczególnie fanatyczną miłością do historii nie pałam, to jednak zdarzają się interesujące smaczki. Tam też natknęłam się na wiele ciekawych fragmentów książek – a jest ich cała seria – o ciekawej treści i ciekawych wydaniach. „Żelazne damy” wylądowały na półce „do przeczytania” i leżały tam, aż niespodziewanie trafiłam na nie bibliotece. Tak na marginesie – nie wiem jak się to dzieje, ale na na prawdę świetne książki w bibliotece trafiam przypadkiem. I to zawsze kiedy przychodzę po coś innego ??. Całkowicie i bez reszty zaintrygowana zasiadłam do książki i po kilku stronach… utknęłam.

Dlaczego tak się stało? Nie chcę być nieuprzejma ani ostra w osądach ale dla mnie to po prostu książka a la podręcznik do historii tyle, że nie taki co to musimy się go uczyć na pamięć. Jest ciut ciekawszy, momentami autora ponosi fantazja i na początku każdego rozdziału pojawia się coś na kształt opowiadania – z dialogami i opisem uczuć świeżo przybyłej na dwór Dobrawy czy Ody, później jednak zaczyna się typowa „lekcja historii”. Albo może rozprawa doktorska? Autor bowiem wchodzi sam ze sobą w polemikę, zestawia różne spekulacje, przewiduje różne scenariusze, snuje i obala teorie i w końcu… niczego nie rozstrzyga. Momentami było to po prostu męczące.

Nie lubię zostawać z niczym.

Kiedy nie ma konkretnego wyjaśnienia lepiej nie czepiać się w ogóle tematu niż rozdłubywać go w nieskończoność a i tak pozostawić go bez rozstrzygnięcia.

Nie mogę powiedzieć, że książka jest zła. Nie jest. Po prostu nie jest dla mnie. Nie wykluczam, że na moją – przyznaję, dość krytyczną – ocenę wpływa fakt, że nie przepadam za latami średniowiecznymi a nauka dynastii Piastów była dla mnie mordęgą. Nic na to nie poradzę. Książkę czytam od dwóch tygodni, strona za stroną, i właściwie to jestem na nią trochę zła, bo w kolejce czeka kilka na prawdę świetnych książek, na czytanie których nie pozostaje mi już czasu. Nie chcąc popadać po raz kolejny w czytanie kilku książek na raz, zaparłam się i wytrwale kończę moją przygodę z „Żelaznymi damami”.

Czego się zatem spodziewałam? Na ciekawostkach historycznych artykuły zawierały na prawdę ciekawe fragmenty książek i może dlatego oczekiwałam, ze ta również będzie się składała z takich. Niestety – sporo w niej dygresji, dyskusji i w sumie nie istotnych i mało ciekawych faktów jedynie przeplatanych takimi smaczkami.

Zatem dla kogo jest ta książka?

Dla miłośników historii, dla ludzi którzy na tym przedmiocie spijali z ust nauczyciela/wykładowcy każde słowo. Dla pasjonatów średniowiecza, Piastów, intryg i różnych (niekoniecznie spiskowych) teorii. Dla badaczy, historyków – z zawodu lub powołania. Dla każdego, kto chce wyrobić sobie własne zdanie na jej temat ??

Na plus zasługuje wydanie – ciekawa, tematyczna okładka, liczne ryciny wewnątrz, twarda oprawa. Cała kolekcja – wydana podobnie – będzie na półce konesera prezentować na prawdę cudownie. Na pewno dostarczy też niezapomnianych wrażeń miłośnikom czasów średniowiecznych. A ja? Ja mimo wszystko cieszę się, że mogłam ją przeczytać i że udało mi się ją wypożyczyć, bo to piękne wydanie, kosztuje jednak nie mało (30-40 zł).