„Szukając Kopciuszka”, czyli trzecia część cyklu, która bije na głowę swoje poprzedniczki

„Szukając Kopciuszka”, czyli trzecia część cyklu, która bije na głowę swoje poprzedniczki
Cała książkowa blogosfera zachwyciła się „Hopeless” i rzecz jasna, jej kontynuacją, czyli „Losing hope” i „Szukając kopciuszka”.

Wciąż nie stoimy na tyle blisko siebie, żebym mógł ją pocałować.
Przysuwam się do niej jeszcze odrobinę, ona jednak odwraca wzrok i wpatruje się w stolik za mną.
– Słuchaj, kobieta przy sąsiednim stoliku właśnie przewija dziecko. Ostatnią rzeczą, jaką zobaczę przed naszym pierwszym pocałunkiem, będzie podcieranie tyłka niemowlakowi.

Jeśli po tym cytacie jeszcze się nie śmiejecie, to coś jest z wami nie tak :). Serio!

„Hopeless” i na mnie zrobiła niemałe wrażenie, o czym pisałam tutaj. O „Losing hope” nie pisałam tu celowo – cały wpis by zwyczajnie nie powstał. Dlaczego? Otóż druga część tego cyklu to te same wydarzenia, które miały miejsce w części pierwszej, tyle, że widziane z perspektywy Holdera. I choć książkę czyta się dobrze, to jednak na zaskoczenia liczyć nie możemy. Owszem, pojawia się kilka dodatkowych informacji – lepiej poznajemy relację Holdera z Less, co nie dziwi ALE… coś co zaproponowałabym autorce to dołączenie obserwacji Holdera do „Hopeless”. No bo jaki sens ma czytanie drugi raz tych samych dialogów? Hm?

Jeśli zaś chodzi o „Szukając kopciuszka” to jest to książka absolutnie FENOMENALNA. Mamy tu do czynienia z losami Daniela (przyjaciela Holdera) i Six (przyjaciółki Sky). Ta para jest wprost rewelacyjna, a to z uwagi na fakt ich niesamowitego poczucia humoru. Ile razy wybuchałam śmiechem, nie macie pojęcia. Zakochałam się też w rodzinie Daniela – co za ludzie! Marzę, by moja rodzina kiedyś tak wyglądała.

Cóż.. czytając, miałam ochotę zakrzyknąć za Six:

Przestań! Natychmiast przestań mówić rzeczy, przez które śmieję się jak głupi do sera. Od kiedy cię poznałam, ciągle boli mnie twarz.

Uważam, że Daniela po prostu nie da się nie kochać. Jest tak błyskotliwy, tak zabawny, tak.. uroczy, że to po prostu nie możliwe! Jak w poprzednich częściach, w tej także mamy do czynienia z pewnym dramatycznym zdarzeniem, jednak dodaje on jedynie dynamiki i nie czyni z tej książki jakiegoś romansidła. Na samym początku książki poznajemy też historię autorki – tego jak zaczęła pisać, co uważam, za bardzo przydatny i miły wstęp.

Podsumowując, ta część podobała mi się nawet bardziej niż „Hopeless” i pochłonęłam ją w dosłownie jeden dzień, a co więcej, zamierzam do niej wrócić! ??

I tak na koniec próbka Danielowych przemyśleń;)

Chodzimy ze sobą od ponad trzech miesięcy, ale pewnie miną jeszcze ze trzy, zanim Six pozwoli mi wejść do swojego ogródka. Nie lubię tej metafory. Jest bez sensu. Wjechać do tunelu? Banalne. Strzelić gola? Tylko bez terminologii sportowej. Zakisić ogóra? Fuj. Obrzydliwe. Zapędzić świstaka do norki?